Czas wakacji nieźle pokrył się w tym roku ze stanem, w jakim się znalazłem. Chciałbym mieć więcej czasu dla siebie, a tu jak na złość z pracy powracam później, niż zakładałem. Najczęściej - zmęczony i rozdrażniony. Oraz rozczarowany ludźmi, którzy mówili dużo, ale tylko mówili. A na dokładkę ogłuszam sam siebie trybem multi: komunikacją ze światem, który tak naprawdę nie potrzebuje mojego zdania.
Coś jednak należałoby z tym zrobić. Urlop - wzięty nie tak dawno, dobrze byłoby odczekać jeszcze chwilę. Pustelnia też nie wchodzi w rachubę. Co pozostaje? Tryb single player! I to z botami!
Odkrywam na nowo uroki swego rodzaju samotności z wyboru. Nie jest to samotność całkowita - rodziny unikać nie muszę (i z wzajemnością, tak źle jeszcze nie jest). Choć z drugiej strony - o 23:00 wszyscy pozostali już śpią, dając mi czas i miejsce na dużo przemyśleń.
I dawno już tak dobrze nie czułem się w towarzystwie książek, które wypadało przeczytać (to te z biblioteki) lub na które przymierzam się zaraz po zakończeniu. Przez ten czas wypadłem dość mocno z formy, ale już powoli ją nadrabiam. Nie wiem, ile czasu zajmie mi mój "marazm", wiem natomiast, jak smakuje zjadana pokątnie czekolada, która z nikim nie muszę się dzielić :)