Ot, weżmy pierwszy przykład z brzegu. Zamiast telewizora - gazeta (jak nazywają ten typ - "tygodnik opinii"). Albo, co gorsza, książka. Tych ostatnich nie kupuję dużo, ale przynajmniej mogę poświęcić trochę czasu na wyszukanie czegoś, co będzie warte pieniędzy. Na drodze - przepisowo, wbrew dziwnej modzie "na taksówkarza" (bez kierunkowskazów).
Jeśli sprzęt, to niekoniecznie ten najnowszy. Dawno już pogubiłem się w wyścigu producentów części komputerowych. Za to zachowuję się jak rasowy zbieracz złomu. Po prostu przyjmuję niektóre ze starszych maszyn, które dla ich właścicieli nie mają już żadnego znaczenia, próbując przywrócić je do stanu świetności. Moim zdaniem cały czas mogą jeszcze posłużyć jako pełnoprawny sprzęt, o ile nie postawi się na nich najnowszej wersji Windows czy Ubuntu. Nie kolekcjonuję ich sensu stricte, nie sprzedaję dalej. Po prostu czekają, odrestaurowane, na kogoś, kto może ich potrzebować.
Poglądy - rzadko wygłaszane, a najczęściej obciachowe. Może to kwestia wychowania wg starej szkoły, a może coś innego... Ale wiem, że swoim dzieciom nie chcę kupować kolejnych zabawek, po to, by wynagrodzić im swoją nieobecność. Cały czas wierzę, iż bardziej potrzeba im bliskości, a prezent ma być dodatkiem do miłości, a nie jej P.O..
I pomimo coraz powszechniejszej mody na głupotę - zamyślony i zbyt refleksyjny. Stąd pewnie ten wpis. Nie potrzebuję być taki, jak wszyscy.