niedziela, 11 września 2011

Nie. Nie potrzebuję.

Pisząc o samotności, pomyślałem jeszcze o innym aspekcie tego tematu. Chodzi o to, że coraz więcej rzeczy które robię, wcale nie jest modnych. Część z nich pewnie mogłaby zostać uznana za przejawy bycia nerdem czy geekiem, ale jakoś mnie te szufladki nie przekonują. Równie dobrze można by przykleić mi łatkę zacofanego, i też mi to tak bardzo nie przeszkadza.

Ot, weżmy pierwszy przykład z brzegu. Zamiast telewizora - gazeta (jak nazywają ten typ - "tygodnik opinii"). Albo, co gorsza, książka. Tych ostatnich nie kupuję dużo, ale przynajmniej mogę poświęcić trochę czasu na wyszukanie czegoś, co będzie warte pieniędzy. Na drodze - przepisowo, wbrew dziwnej modzie "na taksówkarza" (bez kierunkowskazów).

Jeśli sprzęt, to niekoniecznie ten najnowszy. Dawno już pogubiłem się w wyścigu producentów części komputerowych. Za to zachowuję się jak rasowy zbieracz złomu. Po prostu przyjmuję niektóre ze starszych maszyn, które dla ich właścicieli nie mają już żadnego znaczenia, próbując przywrócić je do stanu świetności. Moim zdaniem cały czas mogą jeszcze posłużyć jako pełnoprawny sprzęt, o ile nie postawi się na nich najnowszej wersji Windows czy Ubuntu. Nie kolekcjonuję ich sensu stricte, nie sprzedaję dalej. Po prostu czekają, odrestaurowane, na kogoś, kto może ich potrzebować.

Poglądy - rzadko wygłaszane, a najczęściej obciachowe. Może to kwestia wychowania wg starej szkoły, a może coś innego... Ale wiem, że swoim dzieciom nie chcę kupować kolejnych zabawek, po to, by wynagrodzić im swoją nieobecność. Cały czas wierzę, iż bardziej potrzeba im bliskości, a prezent ma być dodatkiem do miłości, a nie jej P.O..

I pomimo coraz powszechniejszej mody na głupotę - zamyślony i zbyt refleksyjny. Stąd pewnie ten wpis. Nie potrzebuję być taki, jak wszyscy.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Życie w trybie single player

Czas wakacji nieźle pokrył się w tym roku ze stanem, w jakim się znalazłem. Chciałbym mieć więcej czasu dla siebie, a tu jak na złość z pracy powracam później, niż zakładałem. Najczęściej - zmęczony i rozdrażniony. Oraz rozczarowany ludźmi, którzy mówili dużo, ale tylko mówili. A na dokładkę ogłuszam sam siebie trybem multi: komunikacją ze światem, który tak naprawdę nie potrzebuje mojego zdania.

Coś jednak należałoby z tym zrobić. Urlop - wzięty nie tak dawno, dobrze byłoby odczekać jeszcze chwilę. Pustelnia też nie wchodzi w rachubę. Co pozostaje? Tryb single player! I to z botami!

Odkrywam na nowo uroki swego rodzaju samotności z wyboru. Nie jest to samotność całkowita - rodziny unikać nie muszę (i z wzajemnością, tak źle jeszcze nie jest). Choć z drugiej strony - o 23:00 wszyscy pozostali już śpią, dając mi czas i miejsce na dużo przemyśleń.

I dawno już tak dobrze nie czułem się w towarzystwie książek, które wypadało przeczytać (to te z biblioteki) lub na które przymierzam się zaraz po zakończeniu. Przez ten czas wypadłem dość mocno z formy, ale już powoli ją nadrabiam. Nie wiem, ile czasu zajmie mi mój "marazm", wiem natomiast, jak smakuje zjadana pokątnie czekolada, która z nikim nie muszę się dzielić :)

czwartek, 19 maja 2011

Syn marnotrawny

Po niewielkich zawirowaniach wraca do bloggera... I, bezczelny,ma nadzieję, że uda mu się pisywać częściej. Proszę mu to wybaczyć, poprawi się wkrótce!

wtorek, 22 marca 2011

Ach, te reklamy...

Jakoś niespecjalnie przepadam za oglądaniem telewizji, a już w szczególności reklam. Jednak podsłuchując ostatnio kilku z nich odniosłem wrażenie, że mają nas chyba za idiotów.

Ot, trzy przypadki, żeby nie być gołosłownym: w reklamie jednego z batonów pojawia się sformułowanie, że teraz jest on "jeszcze lepszy". No dobrze, mogę przemilczeć fakt, iż o gustach - zwłaszcza kulinarnych - się nie dyskutuje, ale tak naprawdę nie jestem w stanie porównać tego lepszego z tzw. gorszym. Bo co w sumie jest lepsze?

Kucha nr 2: jeszcze w życiu nie słyszałem o bioaloesie a wciskaja mi że bez niego krem do pielęgnacji się nie obejdzie... Podobnie, jak trzeci z produktów - IQ skóry, które przykuło uwagę nawet mojej drugiej połówki.

Mam wrażenie, że dla ludzi od marketingu jesteśmy tylko towarem lub próbą statystyczną, że kupimy wszystko, co się ładnie świeci, ale cóż...  Macie o jednego zadowolonego klienta mniej. Zastanawiam się tylko, jak w takim razie "budować pozytywną świadomość marki", skoro mnie się źle kojarzą wspomniane produkty...

niedziela, 20 marca 2011

O przyjaciołach

Dziś trochę nietypowo... Jakie jest Twoje zdanie w kwestii prawdziwej przyjaźni, drogi czytelniku? Moim po prostu nie istnieje, ale trochę więcej na ten temat już w najbliższym czasie.

środa, 2 marca 2011

Rozmowy z ojcem

Nie umiem tego opisać... ale uwielbiam te dni, w których, rozmawiając z moim ojcem odnoszę później wrażenie, że warto było poświęcić się i przyjechać. To nie znaczy, iż tak ciężko jest mi się wyrwać z miejsca, gdzie mieszkam, gdzie pracuję. I nie traktuję tych wizyt jako czysto grzecznościowych, bo tak wypada. Po prostu lubię tam wrócić od czasu do czasu. W większości przypadków nie stanowi to nagrody samej w sobie - zwłaszcza, gdy ojciec jest zajęty pozostałymi członkami rodziny, lub gdy siedzimy przy stole, a rozmowa jakoś się nie klei.

Tym razem była niespodziewana wizyta i rozmowa w cztery oczy. Dla tego jednego zdania - że teraz dom babci bez niej samej jest taki pusty... - warto było pojechać. Sentymentalny? Być może... Ale móc usłyszeć takie słowa z ust człowieka, który rzadko mówił o swoich uczuciach bardzo dużo dla mnie znaczy.

piątek, 25 lutego 2011

Radio internetowe

Dziś rano chcąc nie chcąc usłyszałem w radio internetowym jakąś melodię quasiludową (quasi wynikało z większego podbicia basów). Pomimo swojej wątpliwej urody skojarzyła mi się z jinglem Jedynki, który do dziś jest jednym z moich ulubionych...

Odniosłem wrażenie, że osoba, która tego radia słucha, tak naprawdę przypomina sobie stare, "dobre" czasy - przyznam się, iż dla nas trąci to trochę myszką. Osoba ta jednak uparcie dzień w dzień włącza komputer, aby móc usłyszeć przeboje poprzedniego wieku.

To tak, jak usłyszeć wspomnianą melodię z PR1, pozwalającą powrócić do chwil, gdy słuchało się tej stacji u dziadków - czasów, które z perspektywy zdają się być takie błogie...

czwartek, 24 lutego 2011

Taki jakby wstęp

Każdy blog pewnie rozpoczyna się od deklaracji: co tu będzie, a czego nie, itd. Tu w zamierzeniu miało być podobnie - długo, kwieciście, ale...

W tym przypadku nie chciałbym wdawać się w długie oświadczenia: po prostu po kilkumiesięcznym wizytowaniu blogów moich przyjaciół i znajomych zachciało mi się stworzyć coś własnego, opisując to, co mi leży na wątrobie (chociaż bez przesady).
Póki co - chcę zamieszczać tutaj luźne przemyślenia (czyt. narzekania), ale i coś dłuższego od czasu do czasu: "recenzje", "opowiadania". Na chwilę obecną... łatwiej poprosić mi Was, abyście odwiedzając to miejsce, nie nastawiali się na nic konkretnego.

Mam nadzieję, że z czasem moja wizja blogu rozjaśni się. I że para nie ujdzie w gwizdek.