Nie umiem tego opisać... ale uwielbiam te dni, w których, rozmawiając z moim ojcem odnoszę później wrażenie, że warto było poświęcić się i przyjechać. To nie znaczy, iż tak ciężko jest mi się wyrwać z miejsca, gdzie mieszkam, gdzie pracuję. I nie traktuję tych wizyt jako czysto grzecznościowych, bo tak wypada. Po prostu lubię tam wrócić od czasu do czasu. W większości przypadków nie stanowi to nagrody samej w sobie - zwłaszcza, gdy ojciec jest zajęty pozostałymi członkami rodziny, lub gdy siedzimy przy stole, a rozmowa jakoś się nie klei.
Tym razem była niespodziewana wizyta i rozmowa w cztery oczy. Dla tego jednego zdania - że teraz dom babci bez niej samej jest taki pusty... - warto było pojechać. Sentymentalny? Być może... Ale móc usłyszeć takie słowa z ust człowieka, który rzadko mówił o swoich uczuciach bardzo dużo dla mnie znaczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz